AKTUALNOŚCI WSPÓŁPRACA PARTNERSKA

Wymiana PÓŁNOC-POŁUDNIE za nami

Intro, czyli po co to wszystko

Piąta odsłona wymiany młodzieży PÓŁNOC-POŁUDNIE za nami. W tym roku na Mazury wyruszyła klasa IV wraz z wychowawczynią i nauczycielką matematyki oraz zajęć komputerowych, panią Marzeną Bardzik, ale tak naprawdę pomysł, by nawiązać współpracę pomiędzy uczniami i nauczycielami z dwóch tak odległych zakątków Polski narodził się pięć lat temu, gdy zaczęłam pracę w mogielnickiej szkole.

Wzorem lat ubiegłych i tym razem naczelnym celem tej inicjatywy była interakcja pomiędzy młodymi ludźmi, wymiana doświadczeń, poglądów i spostrzeżeń, dlatego program zielonej szkoły przygotowany został tak, by znalazło się w nim jak najwięcej działań zespalających dzieci mieszkające na dwóch krańcach Polski.

Razem możemy wszystko, czyli magiczny trójkąt dziecko-rodzic-nauczyciel

Naszą srokowsko-mogielnicką współpracę (przyjaźń) rozpoczęliśmy w tym roku bardzo wcześnie, bowiem już we wrześniu zaplanowałam wspólnie z rodzicami i wychowankami szereg działań zmierzających do jej zrealizowania. Na pierwszy ogień poszła jednogłośna decyzja, iż czwartoklasiści na koniec roku szkolnego pojadą w ramach wycieczki klasowej na Mazury. Potem posypały się propozycje na temat tego, jak zebrać niezbędne fundusze i przygotować dzieci do tego wyjazdu. Moi wychowankowie z miejsca bardzo aktywnie i z wielkim zapałem włączyli się we wszystkie inicjatywy. Pozytywnie przyjmowali moje propozycje i nie narzekali, gdy trzeba było pracować dodatkowo po lekcjach. Również dorośli wytrwale wspierali nasze działania i służyli pomocą, jeśli tylko nadarzyła się okazja. Przygotowaliśmy wspólnie oracje kolędnicze i ze śpiewem na ustach cała piętnastka przeszła po kolędzie pod opieką rodziców przez Mogielnicę w okresie Bożego Narodzenia. Następnie narodził się pomysł loterii fantowej i zorganizowania dnia ze słodkościami w postaci ciepłych gofrów. Wszystkie fundusze wpłacaliśmy na konto klasowe, dzięki czemu ciężar finansowy wycieczki nieco się rozłożył.

Małe kroczki

Działania na lekcjach wychowawczych także w dużej mierze krążyły wokół zielonej szkoły, pisaliśmy listy do dzieci z Mazur, odbieraliśmy od nich kartki z odpowiedziami, przeszukiwaliśmy sieć, poszukując ciekawych miejsc w pobliżu Srokowa, rozdzielaliśmy zadania, które miały być realizowane na miejscu i ćwiczyliśmy zbiórki. Tuż przed wyjazdem nawiązaliśmy połączenie Skype i pierwszy raz w tym roku mieliśmy okazję na żywo porozmawiać i zobaczyć uczniów ze szkoły, w której mieliśmy gościć. To także czwartoklasiści. Tydzień przed wyjazdem zorganizowaliśmy spotkanie rodzice-wychowawca–dzieci, by podpisać kontrakty wycieczkowe i niezbędne zgody. Cóż dodać, emocji w ciągu tego roku szkolnego nie brakowało.

Wsiąść do pociągu…

Pełni nadziei na udany wyjazd wyruszyliśmy 29.05.2017 r. z dworca PKP w Rzeszowie. Czekał nas tydzień z dala od rodziców i szkolnych ławek. Przemierzając niemal cały kraj, mieliśmy okazję nie tylko podziwiać z okien mknącego pociągu szybko zmieniające się krajobrazy, ale też sprawdzić się podczas trudów podróży, dźwigając walizki i niejednokrotnie walcząc ze zmęczeniem. Do Srokowa dotarliśmy po jedenastu godzinach, mocno utrudzeni acz szczęśliwi i w dobrych humorach. Przywitała nas nasza mazurska opiekunka, pani Aneta Wereda (tamtejsza polonistka), która wraz ze mną jest współorganizatorem tych wymian. Dostaliśmy w szkole salę z materacami, rozpakowaliśmy walizki i zjedliśmy kolację. Został już tylko szybki prysznic i wreszcie położyliśmy się spać, by następnego dnia zregenerowani i pełni sił zacząć naszą długo wyczekiwaną mazurską przygodę.

Doba zbyt krótka, czyli miło szaleć, kiedy czas po temu…

Potem już wszystko toczyło się lotem błyskawicy. Dzięki włodarzom srokowskiej szkoły i nauczycielom tam pracującym oraz ludziom dobrej woli, a nade wszystko dzięki kreatywności pani Weredy, czas mieliśmy wypełniony po brzegi, nie tylko atrakcjami, które sprawiały radość, ale i zawsze czegoś uczyły. Nie sposób opisać wszystkiego, wspomnę tylko, iż w ramach tegorocznej wymiany zorganizowane zostały: wspólne lekcje, piesze i autokarowe wycieczki, ognisko i grillowanie, podchody „Złodziej książek” przygotowane przez Bibliotekę w Srokowie, warsztaty ceramiki i rękodzieła w węgorzewskim Muzeum Kultury Ludowej, zwiedzanie skansenu, rozgrywki sportowe, zielona noc, dyskoteka, koncert organowy w Świętej Lipce, wyprawa do bunkrów Hitlera, szaleństwa na placu zabaw, lekcja przyrody w lesie, zawody sportowe, spotkanie w Mazurolandii, wizyta w starej szkole i przy dzwonnicy w Kossakowie, zajęcia z pszczelarzem i szklanym ulem połączone z degustacją miodu, odwiedziny na mazurskiej farmie, trening odwagi w parku linowym, rozgrywki na kręgielni, nocne czytanie do poduszki BFG Roalda Dahla. Byliśmy także na Smerfach w kętrzyńskim kinie Gwiazda (o którym śpiewają Bratanki: W kinie, w Kętrzynie, kochaj mnie…) i uczciliśmy oczywiście całodzienną zabawą Dzień Dziecka, uczestnicząc w atrakcjach zorganizowanych przez Czerwonego Tulipana, czyli Kętrzyński Dom Kultury.

Nasza codzienność

Dni wypełnione były do granic możliwości nie tylko atrakcjami, wszyscy czwartoklasiści realizowali także przydziałowe czynności nieco przyziemniejszej natury. Sprzątali więc swoje walizki, ścielili materace, myli naczynia podczas dyżurów stołówkowych (niektórzy po raz pierwszy w życiu:), szykowali kolację, pomagali w robieniu zakupów. Z zaskoczeniem zaobserwowałam, iż czynili to bardzo chętnie, nieraz dopominając się o kolejne zadania. Słowem zielona szkoła równa się szkoła życia.

Nasze emocje z całego dnia zamykaliśmy skrupulatnie, zapisując je w mazurskich pamiętnikach, które miały być nie tylko formą przećwiczenia tworzenia tekstu własnego i realizacją treści programowych z języka polskiego, ale nade wszystko niepowtarzalną pamiątką przywiezioną z północy, po prostu dziecięcą refleksją na temat tej wycieczki, którą najchętniej czyta się z perspektywy kilku lat. Na to jednak trzeba będzie trochę poczekać. Wspomnienia muszą swoje odleżeć…

Resume

Trudno o lakoniczne podsumowanie takich inicjatyw, trzeba chyba po prostu osobiście zmierzyć się z tym tematem, a więc pojechać, zobaczyć, doświadczyć, posmakować, zachwycić się i czasem zmęczyć. Otwierać się na innych i czerpać z ich doświadczenia, mądrości, rad. Wnikliwie obserwować i nie odpuszczać żadnej okazji sprzyjającej wymianie myśli. Przyznam szczerze, iż dla mnie takie wyprawy to nie tylko wyczekiwany powrót w strony bliskie memu sercu, ale przede wszystkim możliwość poznania moich uczniów w środowisku tak dalekim od szkolnych ławek, towarzyszenia im, obserwowania ich reakcji na rzeczy nowe i odmienne. Dodam, iż cały tydzień po powrocie próbowałam nadgonić niedobory snu, ale za nic w świecie nie oddałabym tych dni spędzonych z moją klasą w malutkiej, malowniczej wiosce Krainy Tysiąca Mazurskich Jezior.

Czas na reklamę:)

A o zielonej szkole z perspektywy rodzica i ucznia można przeczytać na naszym szkolnym blogu www.zperspektywyucznia.blogspot.com.

Powiązane wpisy